Strony

12/30/2015

2015

     

   Hej. Siedzę tu sobie tak przed monitorem i myślę, co mogę do Was napisać. Miałam już kilka blogów, ale przed napisaniem każdego postu mam wciąż ten sam problem. Stworzę jakieś zdanie albo urywek i od razu kasuję, bo mam wrażenie, że jest idiotyczne, że jestem zbyt bezpośrednia, że wyjdę na kogoś kim nie jestem. Albo pokażę jedną ze swoich prawdziwych, niekoniecznie dobrych i lubianych przeze mnie stron. Tworzenie czegoś takiego jak blog nie jest proste. Od zawsze myślałam, że wylewanie swoich słów gdziekolwiek jest proste. Jednak teraz patrzę z perspektywy czasu i dochodzę do wniosku, że byłam w błędzie. Trzeba dać wiele od siebie i wysilić móżdżek, aby wszystko trzymało się kupy. Dobra, koniec pogadanki bez sensu. Nie będę przepraszać za zamieszanie, bo jak na razie nie ma kogo. Zmieńmy temat.

    Kończy się rok 2015. Tak właściwie nie wiem jaki jest sens celebrowania nocy 31 grudnia/1 stycznia. Zawsze moglibyśmy wybrać inną datę, inne położenie Ziemi... Tyle samo czasu, tylko inny dzień początku i końca. Równie dobrze mogę zacząć odliczać czas od nie wiem... 17 sierpnia? 
    W każdym razie dla wielu z nas (wszyscy jesteśmy ludźmi, stąd liczba mnoga) ta noc jest wyjątkowa. Kończymy jakiś etap w swoim życiu, zaczynamy nowy (trochę śmieszy mnie ta formuła), stawiamy przed sobą wyzwania na nowy rok, stary natomiast podsumowujemy. To wszystko zaczyna nudzić mnie coraz bardziej. Co prawda łatwiej nam zacząć coś od jakiegoś konkretnego momentu, dlatego tak często zaczynamy coś w poniedziałek, od następnego tygodnia, od urodzin, od świąt, od nowego roku. Ale dlaczego nie możemy zrobić tego teraz? W tej chwili. W tej minucie. Tej sekundzie. Zjeść lekką kolację zamiast pizzy, zatańczyć do ulubionej piosenki przez kilka minut zamiast po raz setny przeglądać facebooka, przeczytać kawałek książki zamiast oglądać filmik na youtubie. To takie proste, jednak człowiek potrzebują czegoś przełomowego... czegoś, co może dla niego symbolicznie oznaczać odrodzenie. Nigdy tego nie zrozumiem. 

   Teraz wyjdę na hipokrytkę. Jak iść na całość, to na całość, nie? Postanowiłam stworzyć listę ulubionych rzeczy minionego roku, lub jak kto woli po prostu ulubieńców. Trochę prostoty nikomu nie zaszkodzi, a i ja sobie powspominam. No to co, zaczynamy? 


MUZYKA

Ten rok obfitował w wiele muzycznych nowości, wydarzeń, powrotów, wzlotów i upadków. Jednak są takie piosenki i zespoły, które pozostawiły po sobie ślad.

Odkrycie roku: The Ammity Afflication, Halestorm


Ten pierwszy odkryłam przez czysty przypadek: zobaczyłam na twitterze cytat, wklepałam w google... i o to oni. Zakochałam się od pierwszej przesłuchanej piosenki. Mocne brzmienie, super wokal.... idealnie.


Halestorm natomiast odnalazłam na youtubie, poszukując zespołu rockowego z wokalistką, a nie wokalistą. No i powiem Wam, że nigdy dotąd nie słyszałam tak fenomenalnego kobiecego głosu. Niektórzy mogą mnie ukatrupić za to stwierdzenie, ale każdy ma inne upodobania. Lzzy zawładnęła moim sercem i muszę z bólem przyznać, że kocham ją bardziej niż Hayley.

Album roku: Smoke + Mirrors Imagine Dragons, Wiped Out! The Neighbourhood

Nie mogłam się zdecydować na jeden... Oba są fantastyczne, naprawdę. Polecam przesłuchać każdemu. Co prawa oba zespoły tworzą odmienną muzykę, ale w każdy możliwy sposób są magiczne. Tak by the way myślałam, czy nie dać w tej kategorii nowego albumu Coldplay, jednak doszłam do wniosku, że nie jest aż na tyle powalający.

Piosenka roku: The Beach The Neighbourhood, Dream Imagine Dragons



Ciężki wybór. W tym miejscu był opis dla plaży, ale dodałam jednak drugi tytuł, bo nie wytrzymałam. Przesłuchajcie, może zrozumiecie, dlaczego akurat one. 



Myślę, że dalszego muzyczne kategorie nie mają sensu choćby z tego względu, że moje wybory będą się powtarzać...

LITERATURA

W tym roku nabyłam bardzo mało książek. Z czytaniem również nie było najlepiej. Strasznie się rozleniwiłam. Pierwszą przeczytaną książką były Kamienie na Szaniec. Potem jakoś poleciało... Pamiętam tylko, że było ich dość mało.

Książka roku: Szeptem Becca Fitzpatrick


Na urodziny dostałam pierwszą część tej sagi, na święta drugą. Nie mogę się doczekać, aż pojadę do empiku i dokupię resztę. Co prawda seria ta jest dość prosta, można przyznać o głupiej miłości, aż za nad to fantastyczna... Ale kocham ją. Norę za jej głupotę, Patcha za denerwowanie mnie, Vee za podobieństwo do mnie a autorkę za stworzenie tego małego, idiotycznego cuda. Uwielbiam, a zarazem nienawidzę. I to jest właśnie wspaniałe w tej sadze.


FILM

Mało tego było, rozleniwiłam się w tym roku. Ale jednak coś się urodziło.

Film roku: Kosogłos cz. II


Nie ma co komentować, uwielbiam serię IŚ. Uwielbiam książki tak samo jak uwielbiam filmy. Te drugie chyba pierwszy raz w życiu nawet trochę bardziej, chociaż boli mnie brak niektórych postaci. Szkoda, że to już koniec. Panem today, Panem tomorrow, Panem forever.

Serial roku: The 100


Obejrzałam w wakacje. Kocham całym sercem. To serial numer 1 w moim życiu, przebił nawet wampiry. Nie mogę doczekać się końca stycznia i premiery 3 sezonu. 


INNE:

Gra roku: Life is Strange, Dragon Age: Origins (pierwsze oglądałam, drugie przeszłam.... 3 razy)
Kanały na YT: LukasTV, Jeleniejaja, Kondzio Player, Julia Kobus.
Blog: ashplumplum

To by było na tyle. Niech 2016 lekkim Wam będzie. Szczególnie 1 stycznia ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz