Strony

1/07/2016

Igrzyskowy "one shot"


  Jako że w grudniu miałam przyjemność (a raczej bólwserduszku) obejrzeć Kosogłosa, wpadłam na pomysł na krótki one shot. Miałam kiedyś napisać podobne opowiadanie, ale jak każde z moich dzieł porzuciłam je w czeluściach starego komputera. Miłego czytania.


~~~
10
9
8
Biorę głęboki oddech i rozluźniam mięśnie.
7
6
5
Zamykam oczy.
4
3
2
1
Wypuszczam powietrze i rozchylam powieki.

  Od razu po usłyszeniu gongu przechodzi przeze mnie ogromny dreszcz. Chcę zacząć biec, kiedy przypominam sobie, że tym razem to nie ja biorę udział w igrzyskach. Zamiast mnie swój bieg po przetrwanie rozpoczęło 24 innych trybutów. Ale zaraz... czy można ich w ogóle nazwać trybutami? Dziesięcioletnie dzieci nie umiejące posługiwać się nawet najprostszą bronią, nie posiadające nawet podstawowych umiejętności survivalu. Potrafię usłyszeć bicie ich serc siedząc na tej aksamitnej kanapie kilkadziesiąt kilometrów od areny i gapiąc się jak egoistka w ekran telewizora. Dopiero teraz zaczynam rozumieć, jak ogromny błąd popełniłam. 
Próbuję całą winę przenieść na Haymitcha, który poszedł w moje ślady i poparł pomysł Coin. Nagle w głowie widzę twarz Prim i od razu myślę o Gale'u- w końcu to wszystko zdarzyło się przez niego. Tak przynajmniej próbowałam wmawiać sobie od tygodni. Nieoczekiwanie przypominam sobie o jeszcze jednej osobie i żołądek podchodzi mi do gardła. Peeta. 
Wyjechał dwa miesiące temu bez słowa. Postanowił ponownie zamieszkać w dwunastce. Nie odzywał się do mnie od czasu egzekucji; nie przyszedł się nawet pożegnać. Próbowałam go znienawidzić, wymazać z pamięci... ale  nie potrafię pozbyć się uczuć, jakie do niego żywię.
Wszystko działo się tak szybko. Zbyt wiele osób straciłam. I mimo tego, że na co dzień jestem narcystyczną świnią i zachowuję się jak egoistyczna manipulantka... tęsknie za nimi. 
Moje rozmyślania przerywa odgłos armaty i słony smak w ustach. Wycieram oczy rękawem swetra i próbuję skupić swój wzrok na ekranie. Minęły już dwie minuty, a zginęła dopiero jedna osoba. 

  Coin stwierdziła, że będą to ostatnie igrzyska, jednak nie była zbyt przekonywująca. Aby uczynić je bardziej szczególnymi zmieniła granicę wieku. Tym razem w losowaniu brały udział dzieciaki w wieku od ośmiu do czternastu lat. Na całe szczęście, jeżeli można to w ogóle nazwać szczęściem, najmłodszy trybut skończył w tym roku dziesięć wiosen. Nie wyobrażam sobie ośmioletniego malucha wbijającego nóż w klatkę piersiową rówieśnika. Nie wyobrażałam sobie również dziesięcioletniego, ale wszystko zmieniło się w tej chwili. Piegowaty chłopiec klęknął właśnie nad ciałem blondwłosej dziewczynki i ukrył twarz w dłoniach. Srebrna rękojeść noża wystaje spomiędzy jej żeber, kontrastując z intensywnie czerwoną barwą rozpływającą się wokół. Z ust chłopca można wyczytać setnie powtarzające się przepraszam
Kamera kieruje się w bok.
Gwałtownie zamieram.
Brązowe włosy opadające dotąd na jej prawe ramię przeniosły się na plecy, a błękit mokrych od łez oczu zaczął rozlewać się po ekranie. Korona na jej głowie przechyla się lekko w lewo, a ona sama wybucha głośnym płaczem. Ona, czyli wnuczka Snow'a.

  Nie od dziś wiadomo, że Coin to psychopatyczna wariatka żądna władzy. Jednak teraz przeszła samą siebie. Słyszałam, że planuje coś specjalnego, ale nie spodziewałam się takiego ruchu z jej strony.
Już na początku organizacji igrzysk powtarzała, że jedno miejsce na arenie zarezerwowała właśnie dla niej. Nie wspomniała jednak nic o specjalnej aranżacji. Dopiero teraz zrozumiałam co się przed chwilą stało.
Celestia Snow ubrana w śnieżnobiałą suknię, ze złotą koroną na głowie stoi właśnie nad ciałem swojej przyjaciółki, która osłoniła ją przed ostrzem noża jednego z ich dobrych kolegów. Dlaczego to właśnie on próbowałby ją zabić? Wsłuchuję się uważnie w głos komentatorów i wstrzymuję oddech. 
Coin ogłosiła konkurs na najbardziej kreatywne zabójstwo wnuczki Snowa. Nagrodą miało być oszczędzenie życia trybuta i trzech wybranych osób. 


Glimmer. Marvel. Cato. Gloss. Clove. Crane. Madge. Finnick. Jackson. Wiress. Thresh. Boggs. Cinna. Mags. Leeg 1 i 2. Castor. Homes. Rue. Prim. Peeta. Łykołaki.

Biegnę przed siebie. Ból przejął kontrolę nad całym moim ciałem. 
Biegnę po schodach. Ogarnęła mi bezgraniczna nienawiść.
Biegnę w stronę drzwi. Nie mogę zapanować nad łzami.

Dostaję się do środka i na chwilę przystaję. Zauważam ją. Czuję przypływ adrenaliny i zaciskam pięści. Pewnym krokiem przechodzę przez środek centrum dowodzenia. Biorę zamach i uderzam Coin prosto w twarz. 

-Dlaczego?- krzyczę łamiącym się głosem.
Mierzy mnie wzrokiem pełnym satysfakcji.
-Twoje skrzydła już dawno opadły, Kosogłosie. 
Czuję ukłucie w szyję. 
-Dobranoc, kochana. 
Ciemność.




Deep in the meadow, under the willow
A bed of grass, a soft green pillow
Lay down your head, and close your sleepy eyes
And when again they open, the sun will rise.



Here it's safe, here it's warm
Here the daisies guard you from every harm
Here your dreams are sweet and tomorrow brings them true
Here is the place where I love you.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz