Strony

11/21/2017

1117 | BELLARKE ONE SHOT




Bellamy? Jeżeli mnie słyszysz, proszę daj znać.
Jest dzień 1117. Odwołałam zaplanowaną na dziś wyprawę, bo Maddie dość mocno się przeziębiła. Wolę stracić jedną dobę niż siedem, dlatego co jakiś czas parzę jej świeżę zioła. W podziemiach latarni udało nam się znaleźć apteczkę już kilka miesięcy temu, co z pewnością pozwoli jej na szybszy powrót do zdrowia. Odpowiednia dawka paracetamolu może zdziałać cuda.
Co u Was? Wiesz, przed snem lubię myśleć o tym jak wygląda Wasz dzień na arce. Prawdopodobnie jest to nieustanna praca nad przetrwaniem, tak jak tutaj, haha. Jednak nie o to mi chodzi. Jestem ciekawa jak układają się sprawy między Tobą a Echo. Chyba jeszcze żyje? Wprawdzie nie miałabym Ci za złe gdyby było inaczej, hah, no ale dodatkowa para rąk na pewno jest przydatna. 
Nie mogę się doczekać, aż w końcu Was zobaczę. Zrobiłeś coś z włosami? Wyobrażam sobie Ciebie w takich za ramiona i gęstej brodzie, w końcu to ponad trzy lata bez golenia. 
Ja swoje podcięłam i co jakiś czas robię pasemka z soku jagodowego. Pomysł Maddie, ale bardzo mi się podoba. Maddie  w zasadzie ma same świetne pomysły.

-Z kim rozmawiasz? Z Bellamym?!
-Miałaś leżeć w łóżku, wredoto. Tak, z Bellamym. Chcesz coś powiedzieć, skarbie?
-Nie możecie przylecieć szybciej? 
-Tłumaczyłam Ci tysiąc razy, że to niemożliwe. Przybędą już niedługo.
-Dwa lata to niedługo?!
-Rok i siedem miesięcy, kochanie. A teraz pod kołdrę!
-A zrobisz mi herbatę?
-Tak. Zaczekaj.

Słuchaj, Bellamy. Będę kończyć. Odezwę się jutro, na pewno. Pamiętaj, jeżeli mnie słyszysz, daj jakiś znak. Miłego dnia.



Mimo że więzienie od kilku lat było już puste, po celi 319 krążyła męska sylwetka. Jedną dłonią dotykała po kolei każdego ze znajdujących się wkoło malunków, a w drugiej  trzymała radio, z którego wydobywał się dźwięczny, damski głos. Nagle zamienił się w szum, a mężczyzna powoli zsunął się na podłogę.

Clarke. Tu Bellamy. Na pewno wyglądasz pięknie. Zawsze wyglądałaś pięknie. Pozdrów ode mnie Maddie i przekaż jej, że jednak nieco się spóźnimy. Mamy małe problemy techniczne i nie damy rady pozbyć się ich w ciągu tych kilkunastu miesięcy. Wybaczcie nam.
Bardzo za Tobą tęskni.....my, wszyscy. Nie mogę się doczekać, aż w końcu Cię zobaczę. Nie martw się, zadbałem o swoją fryzurę. Wyglądam nawet lepiej niż wcześniej, tak przynajmniej mówi Murphy.

-Bellamy, gdzie jesteś? Potrzebujemy Cię. 

Też już będę kończył. Jeżeli mnie słyszysz, daj znać. Odezwę się jutro.

Mężczyzna podniósł się i schował radio do kieszeni.

-Już idę, Raven!





Prawie wyszedł, jednak zatrzymał się w drzwiach. Obejrzał się do tyłu, i szybko wyciągnął radio.

I pamiętaj, kocham Cię. Bez odbioru.

Tym razem już naprawdę opuścił celę.


https://www.wattpad.com/497887100-the-100-one-shots-pl-day-1117-bellarke

11/20/2017

alternatywny epilog kosogłosa




Odkąd miałam przy sobie Peetę wszystko znowu nabrało kolorów. To on przerywał conocne odwiedziny Prim. Gdy tylko poczuł, że zaczynał się kolejny atak, obejmował mnie swoimi silnymi, rozgrzanymi od pościeli ramionami i przyciskał do piersi. Czułam się bezpiecznie. Był moim schronieniem, ostoją i domem. Nie potrafię opisać uczuć jakie mi towarzyszyły kiedy kątem oka podglądałam go przy codziennych pracach w ogrodzie, tworzeniu naszego zielnika czy już zmęczonego, leżącego wieczorami na poduszce. Uwielbiałam zapach świeżo pieczonego chleba bijący od jego skóry w każdy poniedziałek. Kochałam go.

Teraz nie ma już nic. Jedyne co czuję w powietrzu to stęchlizna ze strychu i spalenizna.
Jego koszulka, którą noszę bez przerwy trzeci tydzień, nie unosi mi już ukojenia. Całkowicie zwietrzała i przyjęła mój zapach.

Siedzę w futrynie, po raz tysięczny obserwując dwunastkę i wciąż nie mogę sobie odpowiedzieć na to jedno banalne pytanie: dlaczego?

Mama zawsze powtarzała, że nic nie trwa wiecznie. Myliła się.

Ta beznadzieja zostanie ze mną do śmierci.

Czyli już niedługo.




o tym mówiłam

pada śnieg
idzie zima

nienawidzę czasu

jutro zaczynają się próbne matury
a przecież dopiero pisałam test kompetencji w szóstej klasie?



11/19/2017

violet hill

czy ktoś też jest przerażony tym, jak ostatnimi czas szybko umyka czas?
nie potrafię tego pojąć- jeszcze wczoraj był 1 listopad, ba, wrzesień 
za odrobinę ponad miesiąc sylwester i kolejny rok
2007 był 10 lat temu, a nie 5
zatrzymałam się chyba w 2012 i to mój problem

jeżeli mam być szczera to nigdy nie wyobrażałam sobie tego, że dożyję do teraz
w sensie
byłam przekonana, że nie będzie mi nawet dane iść do liceum

a tu o
matura za kilka miesięcy

nie jestem na to przygotowana
mentalnie już nie żyję




11/15/2017

I'm loving angels instead


zauważam przebłyski dawnej siebie w codziennych sytuacjach
może powoli wychodzę na prostą?
mam nadzieję

znowu noszę glany 
przestaję czuć strach 
oby nie wracał z podwojoną ilością

chcę być sobą
jednak najpierw muszę ją odnaleźć
mnie