Strony

7/27/2017

Wyznanie

Muszę Wam wyznać coś w sekrecie. Kocham Coldplay. I  to tak całym serduszkiem. I nogami, rękami, brzuchem, głową, uszami, ustami, nosem, śledzioną, jelitem grubym, cienkim, trzustką, obiema nerkami, mięśniem czworogłowym uda, kością piszczelową...

Kurwa. KOCHAM PIERDOLONY COLDPLAY. Bardziej niż cokolwiek innego.

To więcej niż zespół. To Coldplay. Mój Coldplay.

Kocham go. Ich. 
W sensie zespół i chłopaków.
Po prostu kocham, no.


A Chris Martin to najpiękniejszy i najlepszy człowiek na świecie.

01:49, 28.07.2017
Nie śpię, bo słucham Coldplay.
(tak naprawdę jednej z moich playlist na spotify, ale włączyło się talk i hitnęło w uczucia)

PS: KOCHAM COLDPLAY

7/26/2017

chinatown


Pierwszy raz od dawna poczułam ten słynny ból głowy spowodowany zmęczeniem oczu. 
To chyba znak, że powoli przesadzam.
Muszę się ogarnąć. Zmarnowałam w ten sposób kilka lat, a przez poprzedni rok te ogarnianie nawet mi wychodziło.
Nie wiem tylko od czego zacząć. Szukam punktu zaczepienia. Tak jak w sierpniu 2016. 

Lubię marnować czas. Lubię nic nie robić. Tylko potem mam ogromne wyrzuty sumienia. Dlatego te lubienie to chyba tylko pozory. 

Ale czy marnuję czas robiąc to robię? Może to poczucie winy jest fałszywe?

Chciałabym, żeby było inaczej. Te wszystkie wizje kiedyś staną się rzeczywistością. Chyba.

Trzeba być cierpliwym.... ale czy opłaca się czekać?

Świat jest dziwny. 






Kocham Oasis, więc to miód na moje serce. 


7/23/2017

buzzcut season

  Nadszedł chyba ten moment w którym coś piszę. Zauważyłam, że mam skłonność do nazywania rzeczy tytułami piosenek, które słucham w bieżącym momencie. To chyba nic złego, w ten sposób mogę obserwować swój nastrój, który ostatnimi czasy przechodzi dziwny okres. Mówiąc dziwny mam na myśli brak różnorodności- albo jestem wesoła, albo nie chce mi się żyć, dosłownie. Nic pomiędzy. Zauważyłam to dzisiaj i nawet napisałam takiego tweeta. Miałam w sumie iść spać, ale zaczęłam przeglądać aliexpress i poczułam nagle potrzebę zakupienia kilkunastu zwykłych t-shirtów. Oczywiście tego nie zrobiłam, bo staram się powstrzymywać o zamawiania od majfrendów (odważyłam się po raz pierwszy miesiąc temu i odrobinę przesadziłamXD) Postanowiłam jednak udać się niedługo do jakiegoś lumpa, bo w sumie dawno nie kupowałam ubrań. Ogólnie rzadko kupuję ubrania. A jeszcze rzadziej buty. Fun fact nr 48275193- wczoraj założyłam pierwszy raz buty kupione rok temu. Leżały cały czas w szafie. A ja tymczasem nosiłam jakieś sportowe gówno z deichmanna na zmianę z glanami. Jakoś nigdy nie było mi po drodze z modą. To dlatego, że byłam gruba. Tak naprawdę dalej jestem, ale już nie aż tak. Schudłam 15 kilogramów- cholera, to chyba dużo? Nie pojmuję tego dalej. Oczywiście od początku wakacji przytyłam prawdopodobnie z powrotem jakieś dwa, ale winę zwalam na swoje humorki. Bo nie miałam w ogóle psychicznej siły na ćwiczenia. Mam tak co roku w zasadzie. Zbieram siły na wrzesień i cisnę znowu. Chcę zrzucić jeszcze z dziesięć może. DOBRA. MIAŁAM NAPISAĆ O TYM OSOBNY POST. Bo jest o czym. To tu to ucinam. Właśnie tu. 

Strzelam że to tutaj to kolejny bezsensowny post. Mam potrzebę pisać. Czuję, jakby to była jakaś forma terapii (od czego? nie wiem, po prostu). Emocje mocno mną szarpią ostatnio. Znaczy, nic się nie dzieje, wszystko idzie spokojnym tempem. Ale jak już coś się stanie to odczuwam to dwa razy mocniej niż normalnie. To chyba odpowiedni moment na wspomnienie tragedii do jakiej doszło kilka dni temu. Odszedł wspaniały człowiek, ale cholera, nie chcę tu pisać o takich smutnych rzeczach. Jego śmierć tak mnie zszokowała, że przez dwa dni nie mogłam normalnie słuchaj jakiejkolwiek muzyki. Miałam awers. A wieczorem, 20 lipca, przesiedziałam trzy godziny przetrzepując internet z otwartą buzią. Nigdy śmierć kogoś znanego tak na mnie nie wpłynęła jak ta. Poczułam, jakby ktoś wyrwał mi coś ze środka, jakąś część o której nie pamiętałam. Bo powiedzmy szczerze, to muzyka dzieciństwa. LP był moim ulubionym zespołem w podstawówce. To od niego (i kilku innych, cholera, pomysł na kolejny post) zaczęłam interesować się bardziej muzyką i rozwinęłam swój gust. To on wprowadził mnie w mocniejsze brzmienia i pozwolił się do nich przekonać.
Nie chcę nawet myśleć jak tę wiadomość odebrali fani, którzy byli z zespołem na bieżąco.(nie wspominając o rodzinie Ch. i reszcie chłopaków)

Osobiście nie wyobrażam sobie tego, że któryś z moich idoli mógłby odejść z tego świata. I to w taki smutny sposób.

Mam pewien problem. Nie potrafię czasami ubrać w słowa tego co tak naprawdę chce przekazać. To się dzieje teraz. W mojej głowie leci tyle słów. Tyle rzeczy, ile chciałabym tu napisać. No ale wychodzi okrojona wersja. Odzwyczaiłam się od pisania i przyzwyczaiłam do trzymania wszystkiego w środku. Muszę tu wrócić na stałe. Chcę.

Właśnie. Jeżeli macie jakiś cel, nie mówcie sobie, że musicie go osiągnąć. Powtarzajcie, że chcecie to zrobić!! U mnie to działa, bo nienawidzę być zmuszaną do czegokolwiek.


Podrzucę tu na koniec playlistę Spotify, moją pierwszą dla szerszej publiczności. Są tam wszystkie piosenki nadające się do rozmyślania o egzystencji, czy też szukania inspiracji. Słucham jej właśnie teraz, ale i tak od jakichś 20 minut zapętlam buzzcut season lorde. Jakoś wpadła mi to głowy.

I jeżeli ktoś by chciał, to niech wpadnie na mojego nowego instagrama vivalakefir. Wrzucam tam zdjęcia co czasami zrobię lustrzanką. Próbuję wrócić do fotografowania, bo w sumie to lubiłam. A trzeba robić rzeczy, które się lubi, co nie?

00:33, kończę. Pójdę do łazienki, potem do łóżka i przejdę zaległe choices. 
Dobranoc komukolwiek kto to czyta.
Nawet Wam.

Stalkerzy.

https://open.spotify.com/user/1189718969/playlist/4eyqYsTiAEoHFKfn7GjgAC

7/14/2017

speed of sound

Tyle się działo przez ostatnie pół roku, że te 3 tygodnie wakacji zmarnowanych spędzonych w domu jest... o dziwo niemiłą odskocznią. Samotność na dłuższą metę źle na mnie działa. Brak szkoły też. Sama nie wierzę w to co mówię. Przyzwyczaiłam się do zamieszania i stresu na tyle, że jedyne co teraz czuję to niepokojąca pustka.

Chciałabym podziękować wszechświatowi za dzień 18.06.2017, który był zwieńczeniem tego całego szaleństwa. Najlepszy dzień w moim życiu, jestem w stu procentach poważna. Nie wiem co go przebije, chyba tylko powtórka. Ale to temat na inny post (nie wiem czy się kiedykolwiek pojawi, zobaczymy)


Dziwnie mi pisać. Odzwyczaiłam się od tego. Odzwyczaiłam się od wyrażania swoich myśli. Czuję się pozbawiona jakiejkolwiek pasji. CHOLERA. To uczucie jest straszne, szczególnie, że udało spełnić mi się tyle marzeń (w tym jedno z największych) i przełamać tyle barier. TYLE SIĘ DZIAŁO.
Nie potrafię tego opowiedzieć w jednym poście. A chcę to gdzieś zrobić, bo powoli myśli rozrywają mnie od środka. Nie wiem czy to miejsce jest na to odpowiednie. W końcu to mój blog? Chyba mogę sobie na to pozwolić? Kurde.

Tyle wątpliwości.

Ostatnio pisałam o spełnieniu marzenia związanego z green'em. Dosłownie za miesiąc będzie już kolejna edycja.
Cicha celebracja tego co sobie obiecałam i co prawie osiągnęłam.

To był początek wszystkiego.

Ale o tym wkrótce. Mam nadzieję. 

Wiem, że prawdopodobnie przeczytam to tylko ja. Ale w każdym razie... Droga ja. Jeżeli czytasz to kiedyś tam w przyszłości, to Cię pozdrawiam. Właśnie włączyło się THP.  Wiem, że chcesz obejrzeć kolejny sezon HOC. Zrób to, bo znowu zmarnujesz kolejną rzecz, jaką jest darmowa subskrypcja netflixa. 



pic tak bardzo related, nawet nie wiecie jak