stoisz pod barierkami czekając na koncert zespołu, który całkiem mocno lubiłaś kilka lat temu. to była podstawówka, teraz jesteś w połowie liceum i to wydarzenie nie wyzwala w tobie aż takich emocji.
aż do momentu, kiedy wychodzą na scenę. zaczynasz skakać, bawić się. nie zważasz na ludzi dookoła- co z tego, że przepycha się obok ciebie pijany 50-latek z butelką wódki w ręce. po prostu cię to nie interesuje. zamykasz oczy i wsłuchujesz się w muzykę.
najcudowniejsze jednak przed tobą. nie spodziewasz się tego. zespół zaczyna grać piosenkę, od której zaczęła się twoja wcześniejsza fascynacja. wszystkie emocje powracają. jesteś szczęśliwa.
gardło boli, nogi bolą, ręce bolą. spływa z ciebie woda. ale ty i tak jesteś szczęśliwa.
wszystko się nagle kończy, cichnie. zespół schodzi, ludzie uciekają do domów. razem z koleżanką udaje wam się dorwać niektórych muzyków. ty robisz sobie zdjęcie, ona zbiera podpisy na plakacie.
wydaje się, że nie mogłoby być lepiej.
potem zaczyna grać kolejny zespół. mimo tego, że twoja towarzyszka nie ma ochoty na zabawę, ty zaczynasz tańczyć. leje coraz bardziej, zostało może dwadzieścia osób pod sceną. czujesz muzykę całym ciałem. kiedy przychodzi czas na to, aby odprowadzić koleżankę, przepraszasz ją i zostajesz dalej w tym samym miejscu. w pół do trzeciej nad ranem. a ty jesteś cała przemoczona i zmęczona. na scenie występuje zespół, który wykonuje twój ulubiony rodzaj muzyki. skaczesz, tańczysz, zamykasz oczy. i czujesz wolność. swobodę, szczęście.
szczęście.
jedno słowo, tak wiele znaczeń. to jedna z jego definicji. jedna z najpiękniejszych, jakie mogłabym sobie wymarzyć w te jakże owiane nudą wakacje.
minęło prawie 5 dni, a ja wciąż nie mogę pozbyć się emocji. nigdy wcześniej się tak nie czułam.
mam nadzieję, że to tylko początek spełniania tych skrytych marzeń.
tych, o których nawet nie mam pojęcia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz